Friday, January 14, 2011

Maciej Wnuk aka Miszczu

Photobucket

Znam Macka juz od paru lat. Poznalismy sie w UK na jednym z hc gigow i jakos od tego czasu trzymamy kontakt. Maciek to dosc specyficzny gosc, ktory raczej nie interesuje sie tym co jest akceptowalne a co nie na scenie hardcore. On zawsze mial swoja wlasna wizje tego jaki hardcore chce tworzyc i ogolnie "pierdoli konwenanse". Moze nie zawsze sie z nim zgadzam, a czasami wrecz jestesmy na kompletnie odleglych biegunach ale pomimo tego potrafimy sie dogadac i znalezc wspolny mianownik. Na dodatek M zrobil 3 zine'y, czyli wiecej niz 10 przecietnych hc Czesiow razem wzietych, spiewa w hordzie o nazwie Last Dayz oraz wspolprowadzi Ratel Records.


1. Na poczatek przedstaw sie tym, ktorzy Cie nie znaja. Powiedz cos o sobie co bys chcial zeby wszyscy o tobie wiedzieli.

Siema, jestem Miszczu, dla mamy i taty Maciek, ale poza nimi rzadko ktoś tak do mnie mówi. W marcu koncze 25 lat, a w HC tak świadomie jestem gdzieś od 2002, wcześniej po prostu „słuchałem” VOD, Biohazard i AF… Robiłem w sumie 3 różne ziny i na razie w tej kwestii jestem trochę wypalony. Od jakiegoś czasu z ziomkiem i bratem staram się prowadzić Ratel Records, ale wytwórnia ta, nigdy nie będzie czymś poważnym. Mam też zespół o nazwie Last Dayz i gramy hardcore. Sam od czasu do czasu robie z bratem koncerty we Wrocławiu i u siebie w Świdnicy. Jestem na maksa zajarany HC i czasami zaczyna mnie to już wkurwiać wiec po cichu liczę na to ze mi się w końcu znudzi i się trochę ogarnę.


2. Od jakiegos czasu spiewasz w zespole Last Dayz. Jak do tego doszlo i dlaczego chciales spiewac w zespole hardcore?

Jak wspomniałem wcześniej, pisanie zinów na razie odłożyłem na bok, a z drugiej strony nie mógłbym tak po prostu nic w tym wszystkim nie robić. Dodatkowo, okoliczności jak mój powrót z emigracji stały się sprzyjające do stworzenia kapeli. Na tą nie miałem dokładnego pomysłu, ale miałem paru znajomych, którzy chcieli w tym kierunku coś zrobić. Ci nie znali się nawzajem za bardzo wiec z każdym z nich pogadałem i jakoś w styczniu 2010 zagraliśmy pierwsze próby. Niefart polegał na tym, że każdy z nich grał na gitarze, jednakże Wąski w ramach kompromisu wziął się za perkusję, na której pogrywał sobie z nudów od paru miesięcy, a Pawłowi zapewniłem gitarę basową, która miałem już od lat i i tak nic z nią nie robiłem – jemu nietrudno było przestawić się na bas. Jędrek z kolei, mając doświadczenie w graniu w kapeli (Bloodstained) został przy gitarze. Początki były chyba dość zabawne, bo Wąski średnio sobie jeszcze radził na garach, a ja z kolei nie miałem pojęcia o byciu wokalistą, inna sprawa, ze możliwości wokalnych to ja nie mam za bardzo hehe. Dlaczego chciałem śpiewać? Przede wszystkim chciałem po prostu spróbować mieć kapelę, a z racji tego, że jako jedyny nie umiałem na niczym grać, to tak zostało. Nie pchałem się na siłę na wokal, ale z drugiej strony zawsze miałem jakąś wewnętrzną potrzebę ekspresji, a w formie dźwięków gitary nie potrafiłbym się w żaden sposób wyrazić, z kolei chłopakom idzie to całkiem nieźle. Ja po prostu skakałbym pewnie z tym basem jak zjeb, a tak mogę powiedzieć, że dobrze to czuję.


3. Ratel Crew - chuligani? Prawicowi ekstremisci? Paczka dobrych kumpli, ktorzy wspieraja sie we wlasnych dzialaniach? A moze cos jeszcze?

Hmm, nie powiem za chłopaków, bo myślę, że nasze wizje tej ekipy też mogą być nieco rozbieżne, podobnie nie chciałbym, żeby ktokolwiek postrzegał nas pod każdym względem w formie zbiorowej. Spoko jak ktoś zauważa, że gdzieś tam Ratel Crew zrobiło zabawę na gigu czy coś w tym stylu, ale każdy z nas ma swój własny światopogląd, stąd nie podciągałbym już na pewno całej ekipy pod chuliganów czy prawicowców. Zaledwie jeden z nas ma do czynienia z kibicowskim światem, niektórzy, w tym ja, okazjonalnie chodzą na mecze, tym bardziej nie grzejemy się ustawkami czy czymś takim. Ta prawica to też trochę mit. Z tego co wiem Jędrek ma bana na Rozbracie, gdzie kolektyw na podstawie jego wypowiedzi na forum internetowym (!) zdecydował kiedyś, że nie życzy sobie Bloodstained na swoich włościach hehe. To pozostawiam bez komentarza. Sam często na swoich plakatach umieszczam karykatury skinheadów z flagami Polski, co jest niekoniecznie właściwie interpretowane wiec tu też rodzą się niepotrzebne domysły, ale to już nie mój problem, niech ktoś się tam ciśnieniuje jak go to mierzi. Z drugiej strony, czy któryś z moich ziomków cieszy się na widok bandy Wietnamczyków okupujących polskie miasta, czy też nie, Simonami Molami z Erasmusa plądrującymi damskie akademiki, lub niekoniecznie jara się falaflem u Turasa, zaręczam tu że w przeciwieństwie do wiecznie manifestujących swój antyrasizm internetowych hardkorowców, którzy często jak przyjdzie zmierzyć się z rzeczywistością, udają że problemu nie ma, na moich koncertach czy innych gdzie jest Ratel Crew nie ma chuja żeby byli jacyś naziole czy inne tego typu zjeby.

Sam mam wyjebane w politykę i nie potrafiłbym się nawet określić czy jestem prawicowcem czy lewicowcem czy chuj wie co jeszcze. Nawet nigdy nie próbowałem się nad tym zastanawiać, bo na każdą sytuacje mam swój pogląd, lub tez mam wyjebane. Polityków jak już, mogę jedynie na swój własny sposób ocenić czy mają trochę oleju w głowie czy są kompletnymi idiotami, stąd czasem pchając się w schematy i określanie, bywa, że prawicowe pomysły mogą mi się podobać, a czasem wręcz odwrotnie. Proste jak sranie. Ratel Crew to dobra ekipa kumpli zaangażowanych w scenę hardcore. Jest zajebiście, ale to nie będzie trwać wiecznie – mimo wszystko, okres tej bandy to dla mnie najlepszy czas w scenie.


4. Ogladalem jedno z koncertowych nagran LD, na ktorym doradzales zgromadzonej publicznosci zeby "jebali panstwo". Skad ta niechec do organow panstwowych? Jestes anarchista? Jaki ustroj polityczny bylby tobie najblizszy?

Jak wspomniałem wcześniej, nie po to mam rozum, by nadać sobie jakąś etykietkę, anarchisty, lewaka, czy kogoś tam. Podobnie, ja nawet nie wiem do końca co to są te wszystkie ustroje polityczne, liberalizmy, konserwatyzmy, socjalizmy i takie tam wiec terminologie zostawiam zainteresowanym polityką. Wierzę, że każdą sytuację jestem tym samym w stanie obiektywnie ocenić bez tych pierdol, o których musiałbym poczytać w książkach/gazetach, a jedynie sytuacje życia codziennego (bezrobocie dotykające moich najbliższych, ceny paliwa, żywności, kolejki i chore sytuacje na poczcie, kolei czy urzędach, utarczki z policją itd.) i najbliższe otoczenie są dla mnie pewnym wyznacznikiem w ocenie polityki państwa i krytycznego ustosunkowania się do niej. Dlatego gadając te swoje mądrości ze sceny, jestem szczerze wkurwiony aktualnymi sytuacjami z życia zwykłego człowieka i na prawdę nie potrzebuję tu znajomości mechanizmów polityki czy jej zależności z ekonomią. Złość i rozczarowanie rodzą się przede wszystkim z mojej niemocy w tej tyradzie zwanej „pożyj sobie u nas w Polsce” i zwyczajnie wkurwia mnie jak kolejne chuje w rządzie, jak zwykle w interesie ludzi podnoszą akcyzy na paliwo, podatki, zwiększają wydatki na administrację jednocześnie niewiele robiąc by uporać się z patologiami jak KRUS i ZUS, służba zdrowia, panoszącym się wiecznie klerem i innym syfem. Ja sam jako obywatel Świdnicy dostaję remont placu przed katedra w centrum miasta na który poszły miliony, a do chuja to nie podobne teraz. Wszystko jest fajnie rozodzielone pod stolami, a wiecznie uśmiechnięty prezydent miasta cymbał, paraduje pod rękę z biskupem po kolejnych wygranych wyborach lokalnych. Na moim blokowisku, gdzie mieszka z 8 tyś ludzi nie ma żadnego boiska…

Photobucket

5. Podczas koncertow dosc czesto krzyczysz "polski hardcore", "polska scena". Skad to podkreslanie polskosci sceny z ktorej sie wywodzicie? Chodzi o wspieranie lokalnych/polskich zespolow czy kryje sie za tym nutka szowinizmu?

Nacjonalizm w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Żyjąc w UK udało mi się zobaczyć naprawdę wiele występów lokalnych kapel, na których zabawa była rewelacyjna. Płyty też się tam źle nie sprzedają, nie widzę wiec problemu, by w Polsce zaczęto doceniać to co nasze, a naprawdę nie mamy czego się wstydzić. Dobrych zespołów jest u nas na tyle, by w każdy weekend odbywało się w tym kraju z 10 koncertów gdzie grają wyłącznie polskie zespoły. W sumie szczerze chciałbym, żeby odbywały się przede wszystkim małe gigi z naszymi bandami plus kilkanaście gigów naprawdę wyróżniających się zespołów spoza PL, a pewne biedy jak to co wciskają organizatorom niemieckie bookingi to powinny być odprawiane z kwitkiem na granicy, bo szkoda czasu. Ogólnie jestem bardzo zadowolony ze stanu rzeczy, w którym ostatnio jakoś naturalnie odbywa się w naszym kraju niewiele koncertów robionych jakimś chujowym zespołom zza miedzy, a za to zaprasza się 3-4 nasze grupy z innych miast, nawet z daleka, mimo sporych kosztów. Niestety niektóre ekipy z uporem maniaka robią gig jakimś nikogo nie obchodzącym, często nawet w ich własnym kraju, gamoniom, którzy po prostu napisali maila, że chcą zagrać w ramach swojego eurotour koncert za 150euro (przecież to tak niewiele). Tu nie zabronię robić takiemu organizatorowi gigu, ale radziłbym się zastanowić jaki jest jego sens? Przyjdzie 40 osób, pewnie bardziej na piwo niż dla muzyki, atmosfera jak na pogrzebie, a na koniec ta kapela powie ze w PL pizda, a nie hardcore hehe. Spróbuj ich zapytać czy Tobie nie odwdzięczą się potem koncertem… Polskie ekipy wydają się nie rozumieć, że wspierając to co nasze będzie tu tylko lepiej. Ja zrobię koncert zespołowi z Poznania czy Warszawy i mogę liczyć na to, że i oni zrobią mi gig u siebie czy po prostu przyjdą nas wspierać jak u nich gramy. A pewni głupole, którzy zrobili 20 koncertów każdemu co nie trzeba będą do końca się głowić czemu nikt ich samych nie zaprasza do siebie. Wytłumaczą sobie, że taki Last Dayz gra gigi, bo jest jakiś hype na nich, a oni przecież nie będą się tak lansować i wolą robić za tych niedocenianych. Albo będzie pierdolenie na forum, że jak to możliwe, że takie Identity nie dostaje takiego przyjęcia na jakie zasługuje, a na ich koncert przychodzi 15 osób? Może dlatego, że w mieście X ludzie mają już za dużo koncertów „hardcore”, bo przecież dopiero co grała tam jakaś mosz-maszyna z Włoch supportowana (uwielbiam ten wyraz) przez bezwzględny posi oldschool z Portugalii, a dzień wcześniej grała niesamowita brazylijska Uganga tworzona przez ex-perkusiste legendarnego Sarcofago, a i zaraz przecież będzie jeszcze prawdziwy but na ryja w postaci niemieckiego beatdownu. I dlaczego jakiegoś małolata ma w takim wypadku obchodzić polski skład, skoro tu taki przepych? Daje niby abstrakcyjne przykłady, ale tak to właśnie czasem wygląda i z LD chyba nie doczekam się zaproszeń koncertowych z kilku miast, mimo tego sprzyjającego hype’u hehe. Niemniej, takich koncertów jakie zagraliśmy w Gdańsku czy Olsztynie życzę wszystkim ciężko pracującym polskim zespołom.

6. W 2010 w Polsce obrodzilo dobrymi zespolami, zgadasz sie? Ktore sa twoimi faworytami?

Myślę, że masz rację, choć rok 2010 postrzegam głownie przez pryzmat omawianej powyżej tendencji wzrostowej jeśli chodzi o wsparcie lokalnych kapel. Widziałem fantastyczne występy Death Row, SSF, Stone Heart, PRD czy Castetu i to była dla mnie największa zajawka. Chociaż wiesz, tych debiutów wcale nie jest tak wiele, chyba że coś przeoczyłem… zdecydowanie wyróżnia się Desperate Times, które na początku średnio mi się podobało, ale odkąd mam kasetę leci bardzo często. Był Taut, który po chwili już zdechł, z kolei projekty jak Heritage czy Iron to Gold, choć świetne muzycznie, nie dają mi jakiś większych nadziei na intensywniejszą działalność, wiec ciężko się ustosunkować. Podoba mi się demo Thug Life, poza tym powstał kolejny poznański zespół czyli Word is Mine – myślę, że to może być niezłe. Sam czekam na debiut Sick Shit, który o ile dostatecznie wspierany, nieźle namiesza. Częstochowski Get Out może okazać się spoko – z nimi gramy niedługo to się przekonam. Załoga roku 2010 to bezwzglenie 3MHC – stare wygi jak Osiol, Filas (Zatruta Krew), Olsen plus banda niepokornych już nie do końca małolatów przybyłych tam z Bartoszyc, Wałbrzycha, Suwałk itd. to na koncertach ekipa nie do rozjebania. Liczę na bardziej intensywną działalność koncertową teraz.

7. Na przestrzeni kilku ostatnich lat zonglowales swoim zyciem pomiedzy Polska a UK? Obecnie zyjesz w Polsce - co tam porabiasz? Jakie rzeczy z ktorymi spotkales sie w UK chcialbys zobaczyc w Polsce, a ktore wolalbys trzymać z daleka od polskich granic?

Tak jakoś wyszło, że nie miałem co ze sobą zrobić i tak sobie migrowałem. Tutaj mam niby firmę, ale w sumie tylko na papierze i zaocznie kończę to, co zacząłem w UK czyli studia. W dziedzinie szkolnictwa, kwestii porównawczych wole nie poruszać, ale tak dla zobrazowania to trochę jak z vege żarciem – tam w UK, w lodówkach marketów masz wszystko czego tylko zapragniesz, a u nas wciąż te jebane suche kotlety sojowe hehe. Tak naprawdę, mimo że to zaledwie 2 000km i wciąż jeden kontynent, to życie tam i tu to dwa różne światy – zarobki, mentalność ludzi, pogoda, spędzanie czasu wolnego czy skończywszy na tym co mam na talerzu. Ogólnie w kwestiach porównawczych Polska wypada na spory minus, ale ja też jestem wielkim malkontentem i jak to się mówi „wszędzie dobrze gdzie nas nie ma”, wiec tu też nie jest tak źle chyba. No i hardcore jakby u nas taki lepszy trochę, co nie znaczy, że tam nie bywałem na świetnych koncertach.

Co chciałbym trzymać z daleka od naszych granic? Kiedyś zastanawiałem się czy ta wielokulturowość się Wielkiej Brytanii opłaciła i myślałem, że wolałbym, żeby sprawy u nas w tej kwestii pozostały takie jakie były (masowa imigracja do Polski to i tak tylko kwestia czasu), ale z drugiej strony jak patrzę w kółko na te zjebane, polskie wąsate ryje i żyję w tym hermetycznym środowisku, codziennie stawiając czoła tej naszej mentalności, naszym przywarom i ogólnie tej całej „polskości”, gdzie komuna zrobiła swoje, a 50% ludzi to mentalnie dalej w tym klimacie, to przysięgam chciałbym żeby wpadł tu taki wielki Murzyn i wszystkim wpierdolił. Koniec końców, można się w tym „naszym” polskim syfie udusić czasami. Z drugiej strony, to mam wrażenie, że spora część takiego kompletnego ciemnogrodu wypierdoliła z PL właśnie do UK i dobrze, bo ja się tu nie muszę z takimi męczyć. Jakich typów ja tam w te kilka lat regularnie poznawałem, to mógłbym książkę napisać...

8. Jak myslisz, czy tak zwany "hardcore lifestyle" moz byc pogodzony z normalnym zyciem? Posiadaniem rodziny, normalnej pracy i tak dalej?

Hmmm dlaczego nie? Masz zaraz obok kolegę Fakira Młodszego i chyba doskonały przykład, jak bycie HC zgrabnie wkomponować w życie rodzinne (wspólne wypady do Belgii na koncerty, czasem samemu robi jakiś gig, ostatnio jakąś płytę rosyjskiej kapeli wydał… szacunek), nie wspominając o starszym z braci Tkaczyków który ma 41 lat i jedzie z Castetem na pełnej piździe. Małżeństwo z Eye For An Eye, które regularnie gra koncerty, to też chyba nie jakiś pojebany przypadek hehe. Na pewno z czasem priorytety stopniowo się zmieniają, ale tu to nawet żony czy dziecka nie potrzeba, a wielu młodych i tak z czasem leci w kozaki lub jeszcze gorzej - w jakieś indie czy inny syf.

Praca? Czasem chciałbym w sumie popracować w jakiejś jebanej korporacji. Mam wrażenie, że wtedy dopiero doceniłbym swoją odmienność w pewnym sensie. Wiesz, szedłbym rano do tej tyry, zupełnie jak dotychczas na magazyn czy do sklepu z najkami, tyle że w garniaku, odpierdalał robotę, bluzgając pod nosem na współpracowników i szefa, a potem wracał do domu i znów byłbym sobą, a na weekend koncert – czemu nie? W sumie to mam wrażenie, że nawet tego mi trzeba w tym wieku już. Na studiach, które robię mam pełno takich ambitnych społeczników, którzy dla mnie są wszyscy tacy sami i nienawidzę ich szczerze może właśnie za to, że ja wciąż jako jedyny tam nie pasuję. Mają te 25-30 lat i pną się po szczeblach „kariery”, dorabiając dodatkowe kwalifikacje. Na przerwach gadają o tych imprezach i innym badziewiu, które mnie nie obchodzi (szybko skumali, bo po zaledwie paru miesiącach przestali mnie gdziekolwiek zapraszać hehe), a tak naprawdę widzę ich jak wjebali się w coś, w co ja się nie dam nigdy wpierdolić, bo dla nich taka robota w korporacji to właśnie ta cała kariera, a dla mnie będzie to jedynie praca, zupełnie jak ta w magazynie. A wszystko co najlepsze jest właśnie poza nią.

9. To tyle na razie. Chcialbys cos dodac na koniec?

Wojtek, dzięki za wywiad. Mam nadzieję, że ten nie odstraszy długością. Zakładaj rodzinę i bądź hardcore bo hardcore rządzi! Wy co to przeczytaliście, wspierajcie polski krank – kupujcie płyty i dopingujcie nasze zespoły. W imieniu swoim i innych organizatorów zapraszam na koncerty, a członków kapel nie tylko na te na których sami grają. Oi!

0 comments: